Jestem pewna, że w temacie ulubionego motywu figurek z plasteliny przebiję każdego! Po prostu każdego. Bardzo wcześnie przeczytałam "Mitologię grecką" Markowskiej. Miałam dosłownie kilka lat. I oczywiście zaludniła na dobre moją wyobraźnię, a postacie herosów, bogów i potworów stanęły w mojej głowie w jednym w szeregu obok świętych z "Żywotów..." i "Legend chrześcijańskich", istot z cyklu "Baśni zza siedmiu mórz" oraz stworów z różnego typu baśni Grimmów, Andersena czy Bechlerowej. Moim ulubionym tematem długotrwałego wylepiania - a potem zabawy - był... dwór Amfitryty. Nigdy nie miałam sentymentu do zadufanego w sobie Zeusa, a Hadesa nie umiałam wtedy jeszcze docenić, natomiast Posejdon i jego widowiskowy dwór wydawały mi się odpowiednie. Te wszystkie trytony dmące w muszle, konie morskie, syreny, Okeanos, Nereusz, no i oczywiście piękna żona Posejdona - Amfitryta w zielonych włosach zdobionych muszlami... Lepiłam więc na sporej plastikowej tacy jej dwór - łącznie z syrenami i syreniakami różnego rodzaju, ukwiałami i wodorostami oraz rybami. A potem nimi gadałam i przeżywałam swoje małe godziny.
![]() |
| Jezioro Łańsk w sam raz dla Amfitryty (fot. RA; 2016) |

Komentarze
Prześlij komentarz