To będzie długa historia, autentyczna i z lekka niedorzeczna, ale nic nie poradzę, że widziałam, co widziałam. A obserwuję zwierzęta miejskie z wielkim natężeniem i pasją, i czasem widzę sceny, które bardzo trudno wytłumaczyć racjonalnie.
Duży rudy gołąb. Mocny i okrągły. Był jednym z tych
widocznych, aktywnych i imponujących gołębi. Prawdziwy samiec alfa. Rude
obecnie mamy tylko 3 plus jeden kawowy. Reszta jest szara lub czarna. Rudemu
towarzyszył drugi gołąbek – szary i widocznie mniejszy. Partnerka lub dziecko.
Zobaczyłam to w niedzielę rano. Chodził w
piaskownicy gwałtownie przechylając się na jeden bok i to już zwiastowało
jakieś uszkodzenie. Lubię nasze stado. Zawsze mam nadzieję, że nie spotka ich
nic złego. Niestety. No ale – w niedzielę Rudy czuł się dobrze. Dreptał kulając
się na lewą stronę żwawo do piasku, do wody, sprawnie też i silnie zrywał się
do lotu. Nie miał z tym żadnego problemu. Gdy siadał na wysokościach, czyścił
sobie pióra i wyrównywał te najdłuższe w ogonie – a miał je piękne i mocne.
Towarzyszka poruszała się obok w pewnej bliskości, okazywały sobie
zainteresowanie. Wieczorem na spacerze rozglądałam się po okolicznych ulicach i
gzymsach z absurdalną nadzieją, że go wypatrzę i będę mogła jakoś pomóc.
I w trzeci dzień po zobaczyłam chyba zakończenie historii
Rudego…
Najpierw niefrasobliwie spoglądając przez okno
po prostu zobaczyłam „coś dziwnego”. Na gzymsie na ukos nade mną kawka skubała –
lekko, choć pospiesznie i natarczywie - pióra w ogonie rudego gołębia. Tego,
który miał uszkodzoną nóżkę. A on siedział w półrurze rynnowej, a raczej był
zanurzony niemal po głowę. Kawka uparcie skubała gołębia, a ten podskakiwał i
przesuwał się z uniesionymi skrzydłami do wylotu na brzegu dachu. Kibicowały
jej dwie inne kawki podfruwające nerwowo wokół, oraz drepczące wokół gołębie.
Myślałam, że kawka robi krzywdę gołębiowi, więc zaklaskałam, ale niespecjalnie
się przejęła, tylko na chwilę przestała. Nic nie mogłam zrobić, więc
obserwowałam dalej. Kawka poskubywała gołębia tak długo, aż ten jakoś
podskakując wygramolił się z rynny i niezdarnie podleciał na dachówki jednego z
okien strychowych na dachu. Przez dłuższą chwilę siedział tam oklapnięty, jakby
odpoczywał. Potem lekko się uniósł. W dość bliskim otoczeniu, ale jakby
dyskretnie siedziały inne gołębie i trzepały się lub czyściły pióra. Ale po
pewnym czasie znów pojawiła się TA kawka. Po prostu szła za rudym gołębiem i
ciągnęła go za pióra ogona. Wokół znalazły się nagle inne gołębie, ale w ogóle
nie reagowały, tylko patrzyły. Rudy gołąb uniósł oboje skrzydeł i podskakując
podreptał ku kratce na brzegu dachu, oparł się o nią. Wtedy kawka z drugiej strony,
go skubnęła i z powrotem pobiegł w górę dachu. Stopniowo skubiąc rudego - a
wraz z nimi przemieszczała się cała niewielka procesja gołębi - wywindowała go
za komin. I koniec – w sensie nie mogłam widzieć, co dalej. Ale wyglądało to
tak, jakby go chciała tam ulokować – i odfrunęła gdzieś dalej. Bo akcja zbiorowa
i zamieszanie się skończyło. Gołębie rozlokowały się w pewnej bliskości, ale w
końcu odleciały. Zamiast nich po pewnym czasie przyleciały dwa szare i usiały
obok miejsca, którego nie widziałam, za kominem – dość nietypowo, na lekko
stromym spadzie dachówek. Siedziały tam ok. pół godziny.
![]() |
| Ptasia gromada (fot. RA) |
Najpierw myślałam, że kawka linczuje chorego gołębia. Ale
potem już nie byłam tego pewna. Oczywiście nie wiem, czy gołąb z premedytacją
wszedł do półokrągłej rynny, żeby odpocząć, czy wszedł, a potem nie mógł wyjść,
bo nie mógł się unieść na chorej nóżce. Prawie w ogóle go nie było widać. Całość
wyglądała tak, jakby kawka za wszelką cenę próbowała zmotywować gołębia
najpierw do wydostania się z rynny, a potem do zajęcia spokojnego i
bezpiecznego miejsca za kominem. O ile w niedzielę miał siłę i werwę (musiał
być świeżo po zranieniu/lub złamaniu), przez te dwa dni osłabł i wczoraj już
ledwie latał – prawdopodobnie z głodu lub pragnienia, ewentualnie w nóżce wdało
się jakieś zapalenie lub bardzo go bolało i nie ma siły już nic robić. Myślę,
że żył 2, może 3 lata.
No cóż. Ale czy cała ta sytuacja nie wyglądała zastanawiająco?

Komentarze
Prześlij komentarz