Jak dziwne jest osobiste „poczucie czasu”. Nie
kalendarz czy zegar – „obiektywne” (zdawałoby się miary), ale subiektywne..
Człowiek mierzy czas po swojemu: coś trwa wiecznie, coś trwa bardzo krótko, coś
jest odwieczne. „Odwieczne” oznacza „znam to, odkąd jestem”. W ten sposób
patrzę na swoje mieszkanie – jest odwieczne: żyję w tym miejscu odkąd
zaistniałam – od małego dziecka. Miałam małą przerwę na późne dzieciństwo i
młodość, ale nagle dokładnie z nadejściem dorosłości (wieku uznawanego za
dojrzały), znów tu wróciłam. Miejsce zmieniło się dość boleśnie. Choć parafia i
kościół – chyba najpiękniejszy w Olsztynie – stoją nadal, i garaże, i kamienie (o
które rozbiłam kiedyś jednocześnie oba kolana) brukują drogę, i widzę nadal Dyrekcję
Kolejową, jak to się kiedyś mówiło na Urząd Marszałkowski, i boisko mojej byłej
szkoły – to nie ma tego, co stanowiło wartość podwórka. Jego wyjątkowość. Drzew.
Wycięto wszystkie topole. Kochałam je jako dziecko i będę je kochać po kres moich
dni. Bo są żywotne i smukłe, i wysokie, jak chwiejne kolumny, bo szeleszczą i
gadają między sobą, jakby były Pytiami, bo mają srebrem podbite rewersy liści,
bo wiosną wypuszczają białe strąki bawełny, bo w upał pachną lepko i rześko. Widzę
je wszystkie w powidokach: widzę te moje podwórkowe, te, pod którymi odpoczywaliśmy
na postoju pielgrzymki do Częstochowy przy tzw. remizie, i widzę tę pod LO 1, w którą
wpatrywałam się z okien podczas smutnych i długich lekcji, i te pod byłym Komitetem
Partii, które marszałek czy ktoś kazał wyciąć w tym roku, i te na Zatorzu koło
bud, i te przy uniwersytecie na Żołnierskiej. Odleciały na pierzastych
skrzydłach z bawełny. Gdy myślałam, w jakim drzewie chciałabym się odrodzić, gdyby
reinkarnacja była jednak prawdą, to chciałabym wyrosnąć topolą.
![]() |
| Podoba mi się tu niezamierzona pogoń balonów za gołębiami (fot. RA) |

Komentarze
Prześlij komentarz