Małe slow life

Nawet nie pamiętam, kiedy ostatnio kupiłam sobie kwiaty do domu. Zazwyczaj wygrywa racjonalizm - "zwiędnie i drogie". Ale to był taki piękny wolny dzień. Byłam na rynku. Takie bajeczne kolory. Kocham lawendę! Groszek pachnący pamiętam z dzieciństwa. Na dodatek to wszystko chyba nie jest trujące dla kotów, gdyby ktoś chciał zjeść bukiet... Romantyzm wygrał - 14 złotych poszło się bujać. Trzeba przyznać, że uczucie samozadowolenia podczas niesienia bukietu przez miasto bezcenne. Poza tym, że po przyjściu do domu okazało się, że sprzedawca spryskał groszek "Light blue", cała reszta była idealna.
Szkoda tej starszej pani, która - gdy zauważyła, że kupiłam bukiet u jej sąsiada - krzyknęła: "I mój pani kupi!". Rumianki i gipsówkę.
 
 
Groszku pachnącego przyniosłaś mi w dłoni,
dałaś mi groszek, dłoni nie chciałaś już dać.
Dawno to było.

Komentarze