Rudy król



To był najpiękniejszy gołąb naszego podwórka. Miał doskonały kształt obfitej gruszki, mocno różowe łapki, czerwone oczy, różowy dziób i intensywnie biało-rudy odcień upierzenia. Był też po prostu duży. I na każdej z nóżek nosił po zielonej obrączce. Wykluł się wiosną tego roku. Trzymał się trochę osobno i nigdy nie widziałam, aby – gdy już dorósł – tańczył do któregoś z gołębi (może był samiczką). Czasem tylko dziobał to owo wraz z innymi ptakami po tych naszych trawnikach. Najczęściej jednak dożywiał się – bardzo sprytnie – w otwartych pojemnikach wstawionych w śmieciowym domku. Ostatnio widziałam Ga w towarzystwie młodego czarnego gołębia o lekko uszkodzonej nóżce – prawdziwym alter ego pięknisia. Czarna główka, chuda podskubana szyja, drobny, jakby nie do końca dorosły. Gołąb, który od początku miał pod górę. Za każdym razem, gdy widziałam czarnego, zastanawiałam się, jak go złapać, aby mu pomóc rozsupłać to coś (wydaje mi się, że to o to chodzi), co ewidentnie przeszkadza mu w chodzeniu. Jednocześnie gdy tylko widziałam rudego, myślałam, że to jeden z najpiękniejszych gołębi, jakie pamiętam, i że tak dorodny na pewno nie będzie miał problemu z przetrwaniem zimy. Bo co do czarnego, to będzie jak Bóg da...

Czy ta kolorystyka nie przypomina holenderskich martwych natur?  (fot. RA)
Którejś niedzieli zobaczyłam intensywnie rudy skrawek pierza leżący tuż przy wejściu do śmietnika. Piękniś był już sztywny i lekko podjedzony od strony nóg. Myślę, że – skoro teraz coraz wcześniej robi się ciemno – małego mógł zaskoczyć wieczór w jego ulubionej jadłodajni. I postanowił tam zanocować. Przypuszczam, że któryś z wędrownych kotów naszej dzielnicy wykorzystał sytuację… Było mi bardzo smutno, gdy kładłam rude ciało pod jednym z krzaków podwórka. Mały drapieżnik poszedł spać zadowolony, ale fruwające piękno na zawsze odeszło. Po dwóch dniach ciałko zostało dojedzone. To dobrze – w przyrodzie nic nie powinno się marnować. A ja i tak będę pamiętać tego niezwykłego krągłego ptaka, rudego jak włosy jednej z moich pierwszych miłości.

Komentarze