Czarnuszka była nikim. Nie miała łatwego życia, przynajmniej na początku, bo potem - chyba - tzw. jakoś leciało. Musiała być małym i słabowitym kociakiem, bo przez całe życie była przeraźliwie chuda. Do tego właśnie albo z powodu początkowego niedożywienia, albo przez jakieś wczesne uszkodzenie mechaniczne, jej kręgosłup był siodłowato wygięty kręgosłup w łuk... Miała czarno-brązowe, średnio zadbane futerko, wąsy każdy w inną stronę i nie miała gracji. Ale była cicha i milutka, i bardzo szybko przebierała łapkami po dzielnicy. W tym roku mogłaby skończyć trzy lata - jak sądzę. W maju zauważyłam ją w ogrodzie licealnym i dałam saszetkę, bo wyglądała nędznie. Ktoś musiał ją dokarmiać, bo choć ostrożna - wiedziała, o co o mi chodzi i poczekała, a potem z przyjemnością zjadła. Może to słynna pani z wózeczkiem, a może przy liceum jednak ktoś był miłosierny... Czarnuszka często miała kociaki.
Po co ja to dziś piszę? Wszak dziś powinno się pisać o dobrych postanowieniach, radości albo w najgorszym wypadku o bólu głowy. Ale ja chcę pisać o niej - małej, brzydkiej kotce, która była niczym i właśnie dziś jak to takie nic nagle odeszła. Niemal na przeciw głównego wejścia Serca właśnie teraz, wieczorną porą przejechał ją samochód. Niemal na miazgę. Przynajmniej szybko i bez bólu. Mam taką nadzieję.
Przeżyła koszmar sylwestrowych wystrzałów, a zginęła na progu powrotu ciszy. Może jeden z wystrzałów osłabił jej czujność i weszła prosto w światło śmierci na kołach.
Zebrałam ją i schowałam w odpowiednim na to miejscu. Niech wraca do Życia.
Drobna czarna koteczka, bez gracji i fartu w życiu. Niech wraca do Życia.
Ostatnie zdjęcie, które zrobiłam jej na końcu października. Tak jak co dzień przebiegała przez ulicę Kopernika z ciemności w ciemność. Niech choć tu zostanie znak, że istniała.

powiedz prawda ladacznico
OdpowiedzUsuń